Nowiny

Konsultacje

Konsultacje Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie maksymalnej ilości zbywanej w ramach rolniczego handlu detalicznego.

Ze względu na specyfikę pszczelarstwa proponuję zaniechać wprowadzanie limitów zbywania miodu i innych produktów pszczelich w handlu detalicznym prowadzonym przez pszczelarzy.

Jednocześnie w trosce o wpływu do Budżetu Państwa proponuję zaliczyć do pasiek objętych opłatą w ramach Działów Specjalnych Produkcji Rolnej pasieki złożone z ponad 10 uli i urealnić (podnieść) stawkę tego podatku.

Zobacz projekt rozporządzenia

 

UZASADNIENIE:

Kiedyś mówiono – nie ma wolności bez Solidarności. Dziś wiemy, że najbardziej kultowy związek wspierany przez międzynarodowe  fundacje powołane w celu obrony człowieka przed aparatem władzy, nie zapewni wolności w kraju z ponad setką podatków i niepojętą pajęczyną przepisów, które są zrozumiałe dla nielicznych. Wolność wiąże się z tym, że robiąc cokolwiek nie szkodzącego drugiemu człowiekowi  masz swobodę, nie boisz się, że inni zobaczą, nie napotykasz się na bariery powodujące, że musisz robić coś na czym się nie znasz marnując czas potrzebny do wykonania czynności decydujących o sukcesie twojej często ciężkiej pracy.

Specyfika produkcji pszczelarskiej jest taka, że nie da się przewidzieć ile uli obsadzić w danym sezonie pszczołami, żeby uzyskać 1200 kg miodu. Wiosną wystarczy jeden mroźny poranek i 1/3 miodu jest mniej, bo akacja nie zakwitnie. Jeszcze gorzej jest ze spadzią.

Uważam, że limity w sprzedaży bezpośredniej nałożone na pszczelarzy są z gruntu złe i nie przystające do specyfiki naszej produkcji. Nikt o nas się nie zatroszczy, kiedy będziemy mieli dołek, ale jest obawa, że jeśli trafi się dobry rok, kiedy zbiory będą 2 lub 3 krotnie wyższe od średnich to zamiast pilnować pszczół, żeby przeżyły następną zimę będziemy się zastanawiać jakich formalności dopełnić by w świetle przepisów, ustalonego przez ludzi nie zorientowanych w specyfice naszej pracy, nie być przestępcą.

Od lat handluję roślinami miododajnymi. Nie tylko doradzam, co na jakim terenie zasiać, ale z wieloma pszczelarzami wymieniam się uwagami związanymi z gospodarką pasieczną i przeróżnymi kwestiami związanymi z prowadzeniem pasieki. Czasem pszczelarz chce kupić roślinę, której nie mogę sprzedać, bo jej uprawa jest zabroniona.  Taki los za rządów PO spotkał jedną z najlepszych roślin miododajnych, które rosną w naszym klimacie, chodzi o trojeść amerykańską.  Rozporządzenie Ministra Środowiska wraz z listą gatunków zagrażających bioróżnorodności było konsultowane z dwoma stowarzyszeniami hodowców jeleniowatych.  Stowarzyszenia te skupiają razem około 100 osób prywatnych. Przepisy nie były konsultowane natomiast ze związkami pszczelarskimi, których koła w niedużych miastach często mają więcej członków niż te 2 egzotyczne stowarzyszenia razem wzięte. Tylko idiota może liczyć na to, że takie traktowanie jest nam obojętne.

Naukowcy w światowych i polskich media tłumaczą jak duże znaczenie dla życia i dobrobytu człowieka mają pszczoły i w jakim one znalazły się niebezpieczeństwie. Jednocześnie pszczelarze, czyli ludzie bez których większość pszczół wyginie w kilka lat, czują się ignorowani i świadomi, że świat paragrafów nie próbuje w żaden sposób zrozumieć świata komórek o podstawie sześciokąta, w którym odbywa się wszystko co ważne dla pszczół, a zatem planów w rolnictwie  i zdrowia człowieka. Pszczelarze nie godzą się ze złym prawem i mówią, że urzędnicy niech rządzą urzędnikami i tylko urzędnikami. Oczywiście w prywatnych rozmowach padają zdecydowanie dosadniejsze określenia tej patologii.

Politykom podejmującym decyzje raczej trudno jest tłumaczyć, bo zwykle lubią mówić i nie lubią słuchać, ale dziś w Polsce rządzi partia, która obiecała dobre zmiany. Jestem z tych co jeszcze w nie wierzą, choć przy bezkrytycznej zgodzie na CETA moja wiara została wystawiona na ciężką próbę. Program społeczny PIS 500+ wymaga zwiększenia wpływów do budżetu by było co rozdzielać, bo wiadomo, żeby komuś można było dać, innemu trzeba odebrać. Przełożeni dali więc podwładnym zadanie – idźcie i szukajcie co się da zabrać. Wolałbym, żeby misja wyglądała nieco inaczej – pomyślcie na czym uda się zaoszczędzić. Odkąd pamiętam Polska i Rumunia ścigały się o zaszczytne przedostatnie miejsce w Europie, jeśli chodzi o jakość życia obywateli. Jeśli wierzyć mediom Rumunia zlikwidowała około 100 podatków i opłat, więc oczywiście nam odjadą.  Na szczęście są w Europie nowe i biedne kraje, ale nie oglądając się na Kosowo, pomarzmy sobie, że kiedyś ktoś odważny dojdzie do władzy i również w Polsce będą robione odważne reformy, póki co błagam – weźcie od nas pszczelarzy więcej podatku od ula i dajcie nam się rozwijać bez ograniczeń, byśmy mieli jakiekolwiek szanse w konfrontacji z ogromnym przemysłem pszczelarskim Kanady, gdzie rzepak i lucerna kwitną kilometrami, a władza oceniająca możliwość spożycia miodu jest obojętna na ilość warstw koszulek, które pozostawiły po sobie w czarnym plastrze wygryzające się pszczoły, a zatem różnorodność przetrwalników bakterii tam zgromadzonych, tablicę Mendelejewa i bogactwo pierścieni związków organicznych wzbogaconych o pierwiastki, które w innych konfiguracjach nie zabijają. Cenieni na świecie polscy naukowcy jeżdżą tam i robią sobie pamiątkowe zdjęcia. Niektórzy nie boją się ich upublicznić. W Polsce pszczelarze dbają o stan plastrów pszczelich. Właściciele czarnych plastrów są wyśmiewani w środowisku.

Jednak świadomość pszczelarzy nie ma wpływu na absurdy funkcjonujące w państwie. Niektóre są poniżające. Posiadacz pasieki składającej się z 80 uli płacił w tym roku podatek wysokości 3,35 zł od ula. Trochę wyobraźni, nasza działalność jest niezwykle pracochłonna, wiąże się z wyrzeczeniami, bólem (pożądlenia) i przyklejającym się w różnych miejscach propolisem,  ale poza latami katastrof uzyskujemy z tego sensowny dochód.

Weźcie zatem od ula 10 razy więcej i opodatkujcie mniejsze pasieki i na tym niech będzie koniec drenowania nas z ciężko zarobionych pieniędzy.  Nie można karać ludzi różnorakimi barierami, tylko dlatego, że są pracowici i mają lepszą wydajność z ula od innych. Zdecydowana większość pasiek jest dziś zarejestrowana łącznie z liczbą pni, łatwo więc byłoby ustalić wysokość wpływu.

Zamiast nieefektywnego i z gruntu złego wspierania  zakupu pakietów pszczół i matek Agencja Rynku Rolnego powinna sfinansować co najmniej dwie wizyty lekarza weterynarii w każdej pasiece (jesienią i wiosenną). Wizyty te nie powinny mieć charaktery restrykcyjnego - kontrolnego, a  roboczy (pobranie próbek, wykonanie zabiegu zwalczania warrozy). Dzięki takim wizytom przyszłość  naszych pszczół by była pewniejsza, a instytucje państwowe miałyby pełen przegląd kondycji polskiego pszczelarstwa. Pasieki, w których ubytek rodzin po zimie przekroczyłby 30% powinny być zwolnione od podatku i objęte większą troską Powiatowego Lekarza Weterynarii. Urząd ten powinien też dbać o poprawę cech genetycznych pogłowia pszczół opartego na fundamencie badań naukowych, a nie zupełnie przypadkowych decyzjach pszczelarzy o wyborze linii hodowlanej. Miejscowa populacja pszczół nie powinna być w sposób przypadkowy wymieniana na inną pochodzącą z obcego środowiska i reprodukowaną na bazie wąskiej puli genetycznej. Natomiast wskazane by było, żeby na bazie takiego materiału wzbogacać miejscową populację o pożądane cechy (łagodność, miododajność, odporność na choroby). Taka polityka państwa stanowiłaby solidny fundament dla pszczelarstwa i nie była jak do tej pory zwykłym, pozbawionym rozsądku przejadaniem środków publicznych.

 

Rozsądek, rozsądek i jeszcze raz rozsądek. Trzeba słuchać naukowców – pszczoły są ważne, a ich los w naszym świecie niepewny. Wobec tych faktów niestosowne jest traktowanie nas jak hodowców kur niosek, które przeżyją karmione byle czym w małej klatce. Powtarzam - pszczelarze bez których pszczoły w obecnym środowisku nie mają szans przeżycia powinni doczekać się regulacji prawnych mówiących o tym jakie jest ich miejsce w świecie, gdzie mogą prowadzić swoją działalność, bo dziś jest tak, że nasze ule nie przeszkadzają w na dachu w centrum Warszawy, a w innym miejscu, na jakiejś uroczej wsi, sąsiedzi próbują wyrzucać pszczoły z pasieki, na której ule stoją od 40 lat. 

Szanowne Koleżanki, Szanowni Koledzy Pszczelarze, nic o nas bez nas. Weźcie czynny udział w konsultacjach i obrońce swoją działalność od absurdów, które chcą nam zafundować urzędnicy. 

Nasze uwagi proponuję przesyłać bezpośrednio na adres email:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. nie zapominając o przedstawieniu się i podaniu swoich danych adresowych, gdyż na anonimy nikt Wam nie odpowie.

 

Marek Pogorzelec