Nowiny

3 telewizyjne minutki z pszczelarzem

1 kwietnia

No i uległem.

Zamiast rozwiązywać piętrzące się problemy związane ze szczytem sprzedaży roślin miododajnych pojechałem na 3 minuty do telewizji.

Gdyby to nie był TVP Oddział Gorzów to bym na pewno nie pojechał. Cóż istotnego można powiedzieć przez 3 minuty – prawie nic, poza tym, że pszczelarze to fajne chłopaki, a pszczelarki to superdziewczyny. Dlaczego? Bo życzymy sobie w tym roku sprzyjającej dobremu nektarowaniu pogody, tak byśmy mieli dla naszych klientów dużo dobrej jakości miodu i co ważne, żeby mógł być TANI.

Przy negocjacjach związanych z oderwaniem pszczelarza od podkurzacza, a hodowcę ciekawych roślin od łopaty, dowiedziałem się, że będziemy rozmawiali o zagrożeniach dla pszczół związanych ze stosowaniem chemii w rolnictwie. Nie zwykłem przychodzić na spotkania nieprzygotowany, odszukałem artykuł w miesięczniku Pszczelarstwo. Artykuł omawiający opryski stosowane na uprawach rzepaku jest firmowany przez autorytety naukowe. Został on urozmaicony kolorowymi tabelami, żeby czytelnik podołał lekturze. Liczy sobie 4 strony formatu A4, ale ostatni akapit ma wielką moc.

Zacytuję go: „pszczoły powinny pozostawać w kontakcie z uprawą rzepaku jedynie w okresie pozyskiwania nektaru”.

Ci, którzy potrafią myśleć powinni ten akapit zrozumieć bez potrzeby wyjaśniania. Innym pomogę. Nasze jedzonko, które wrzucamy na patelnie jest produkowane w zbyt toksycznych warunkach, żeby pszczoły przebywały w okolicy bez potrzeby.

Tyle doktor habilitowany pszczelnictwa, a zarazem doktor nauk weterynaryjnych mógł napisać. Chciałem iść do tej telewizji ze zdjęciem żaby z bajorka położonego na terenie plantacji rzepaku. Znam autora, ale nie podam jego danych, w obawie o jego los (prawnicy koncernów od czasu do czasu muszą pokazać swoją przydatność), ewentualnie o jego reakcję na upublicznienie przeze mnie dowodu w tej sprawie. Zresztą nie mam obecnie dostępu do tego zdjęcia.

Omówię zatem – żabie na głowie wyrosły dodatkowe łapy. Wiem, że żab złapano więcej i dużo ciekawego było po ich rozcięciu. Sekcję robili biolodzy, ale o wynikach można się dowiedzieć co nieco tylko na wykładach, których nie wolno rejestrować.

Przeraziłem? Jeśli tak, to na pewno nie tych co trzeba, więc bez wątpienia czas został zmarnowany.

Dodam jeszcze plotkę. Otóż ta plotka mówi o tym, że jeden z preparatów jednego z czołowych producentów środków „ochrony” roślin (czytaj zabijania najrozmaitszych znanych i nie znanych organizmów) powodował, że kobiety, które miały z nim kontakt nie mogły zajść w ciąże. Oczywiście Unia Europejska ze wszystkimi swoimi instytucjami i mądrymi prawami nie widziała problemu. Zawiązało się stowarzyszenie, które zebrało potrzebne środki finansowe na przebadanie tego preparatu poza obszarem, w którym sięgają macki koncernu.

Badania były przeprowadzone w Japonii i potwierdziły teorię spiskową stowarzyszenia. Specyfik został zakazany, a UE w ramach dostosowania zastosowało technikę szybkiego życia specyfików. Rodzą się one w ogromnych ilościach i zanim ludzie połapią się w jakich częściach ich zabijają znikają z rynku i pojawiają się środki – no jakie? - bezpieczniejsze.

No to dałem się poznać jako radykał – konsumenci miodu powinni modlić się, żeby takich radykałów było wśród pszczelarzy jak najwięcej, bo mój radykalizm dotyczy również środków stosowanych w ulach do zwalczania warrozy, a to ma fundamentalne znaczenie dla jakości miodu.

Pan Redaktor Marcin Sasin zadał pytanie, od którego się uchyliłem – czy miód z opryskanych pestycydami kwiatów może szkodzić człowiekowi. Panie Marcinie, wprawdzie w ubiegłym roku nie załapałem się na ognisko w okolicy Wałbrzycha, ale kiedyś na pewno będzie okazja pogadać, byle chęci do słuchania były.

Link do Informacji Lubuskich i 3 minut z pszczelarzem