Nowiny

Dzień po kwietniowym święcie, czyli "odkręcamy" co jest do "odkręcenia".

1 kwietnia Z tym wczorajszym kotem to oczywiście był żart, ale cała reszta to prawda, mimo, że żartobliwie podana.
Spłaszczona doniczka miała być gorzowskim przyczółkiem położonego na południu Afryki najmniejszego sklasyfikowanego przez botaników państwa roślinnego - Kraj Przylądowy (Capensis).

W pobliżu miejsca, gdzie spotykają się wody Oceanu Atlantyckiego i Indyjskiego, a sardynki tworzą ławicę widoczną z kosmosu, występuje wiele ciekawych roślin tolerujących niewielkie mrozy. Występujące tam urodzajne gleby są dziś wykorzystywane rolniczo.
Najmniejsze państwo roślinne jest więc jeszcze mniejsze. Z Kraju Przylądkowego pochodzi dużo gatunków roślin cebulkowych (rosną tu między innymi niektóre gatunki mieczyków), większość tamtejszych roślin jest jednak nie znana w Europie.
Miejsce wysianych w doniczce gatunków zostało oznakowane zaostrzonymi wykałaczkami, które jak widać nie przeszkodziły kotu na urządzenie sobie legowiska.

Doniczka na okoliczność pojawiających się lekkich opadów została wystawiona z obszaru wolnego od zwierząt domowych, bo wiadomo, że żaden spryskiwacz, ani konewka nie podleje tak dobrze jak wiosenny deszczyk, a wiaterek oddali widmo infekcji podłoża lepiej od najlepszego preparatu grzybobójczego. Uprawa na kilka godzin znalazła się na obszarze żerowania kota Feliksa, który w oczekiwaniu na swoją panią zrobił sobie w niej legowisko.
Nie jestem pewien, czy z tymi zbawiennymi drganiami przy mruczeniu kota to czasem nie prawda. Po kilku dniach na środku kociego legowiska wykiełkowało nasionko afrykańskiej szałwii żółtej (Salvia africana-lutea L.) – wyjątkowego rarytasu. Muszę dodać, że kilka wcześniejszych prób wysiewu tych nasion zakończyło się niepowodzeniem.

 

Tekst i foto: Marek Pogorzelec